W mistrzostwach największego kontynentu było wszystko: dominacja, upadek potęgi i szaleństwo, w którym jest metoda.
Dominowały Australijki. Upadającą potęgą są Chiny. Indie zrobiły postępy. Szaleństwo okazało się metodą na zwycięstwo koszykarzy z Nowej Zelandii. Ale po kolei…
Tegoroczny Asia Cup był prawdziwym świętem koszykówki 3×3. I tak, rozmiar ma znaczenie. To było ogromne przedsięwzięcie, w którym wzięły udział aż 22 drużyny męskie i 21 kobiecych. Po dwóch dniach morderczych kwalifikacji, w fazie głównej zobaczyliśmy po 12 najlepszych ekip w obu kategoriach, walczących o prymat w Azji i Oceanii. Na turnieju zabrakło niestety (z przyczyn wszystkim znanych) reprezentacji Iranu.
Panie – szósty tytuł Australii i comeback roku
Droga Australii po szósty tytuł nie była spacerkiem. Prawdziwy thriller rozegrał się w półfinale przeciwko Chinkom. Chiny prowadziły już 20:14, brakowało im tylko jednego punktu, by zdetronizować mistrzynie… i wtedy nastąpił niewiarygodny „system crash” chińskiej ekipy. Wykorzystała to Amy Atwell (MVP turnieju), trafiając kluczowe „dwójki”- to zdecydowanie jeden z najbardziej niewiarygodnych powrotów w historii turnieju.:
W meczu o złoto „Aussies” zdominowały rewelacyjne Filipinki, wygrywając 18:9 i pieczętując swój szósty tytuł w historii. Srebrny medal dla Filipinek to ich pierwsze podium w historii Asia Cup.
Drugi półfinał również był świetny:
W meczu o brąz lepsze okazały się Chinki.
Panowie – zmiana na tronie
Nowozelandczycy, którzy przeszli przez turniej bez porażki, połączyli agresywne polowanie na rzuty z dystansu ze świetną organizacją gry przez Aidana Tonge’a. MVP turnieju Te Tuhi Lewis, trafiał ze skutecznością 46% zza łuku (średnio 8.2 pkt na mecz)!
Nowozelandczycy już w półfinale odprawili obrońców tytułu, sąsiadów z Australii:
W finale zmierzyli się z Koreą Południową, największą niespodzianką turnieju. Koreańczycy, zajmujący wcześniej odległe miejsca (ostatnio 15-19), w półfinale z Chinami wygrali, grając w końcówce w trzyosobowym składzie:
W meczu o brąz, podobnie jak u kobiet, zagrały Chiny i Japonia, tworząc świetne widowisko:
Turniej obnażył braki Australijczyków. Mimo ogromnego talentu i siły, Australia grała „5×5 w realiach 3×3”, bez zgrania, za to z mnóstwem akcji 1on1. Poza tym jednak, poziom streetballu Azji idzie systematycznie w górę, było na czym zawiesić oko!
Sezon się rozpędza!
Fot. fiba3x3.com


