Historyczny Masters w USA. 3×3 zdobywa Los Angeles!

Pierwsze zwycięstwo w World Tour dla Princeton. Kareem Maddox królem LA. Szymon Rduch w akcji!

Witajcie, nasz niezawodny wysłannik… spóźnił się na samolot do Los Angeles i musiał oglądać turniej w Internecie, ale i tak doceniamy jego poświęcenie 😉

Pierwszy raz w historii World Tour zawitał do Miasta Aniołów. Na najlepszą odmianę koszykówki na naszej planecie wpadli popatrzeć m.in. Rick Fox i Kevin Garnett. Chyba się nie zawiedli. My dodatkowo ostrzyliśmy sobie zęby na występy naszego „rodzynka” w tegorocznym World Tour, grającego w zespole Dżedda, Szymona Rducha. Przy okazji, polecamy Waszej uwadze bardzo ciekawy wywiad z Szymonem.

Wróćmy jednak do turnieju.

Grupa A

Pierwszy mecz i od razu niespodzianka! Chyba mało kto spodziewał się porażki zespołu z Lozanny z drużyną z Ułanbator? Nie był to ładny mecz, ale Mongołowie wywalczyli sobie tę wygraną od początku bijąc się zażarcie o każdą piłkę. Można? Można!

W pozostałych dwóch meczach tej grupy właściwie zgodnie z planem, Nowy Sad bije Ułanbator 21:11, aby następnie przez pół meczu przegrywa z walczącymi o życie Szwajcarami, aby ostatecznie pokazać kto tu rządzi:

Do ćwierćfinału przechodzą Serbowie i Mongołowie.

Grupa B

Serbowie z Liman (faworyt obiektywny – aktualny nr 1 rankingu World Tour) oraz Dżedda z Arabii Saudyjskiej (nasz faworyt – ze względu na udział Polaka w składzie) uzupełnieni mocnym Rosyjskim zespołem Gagarin to najmocniejsza grupa tego turnieju. Już w pierwszym meczu emocje wrzały do ostatnich sekund, a końcowy wynik mógł być odwrotny:

Ostatecznie Liman wyrywa (zasłużone?) zwycięstwo – 21:20 i w kolejnym meczu spotyka się z drużyną Szymona Rducha:

Dobrze grali Dżuddanie (Dżuddziacy? ;)), dobrze grał nasz rodak… do 8 minuty. Faworyci pierwsze prowadzenie objęli w ostatniej, dziesiątej minucie regulaminowego czasu gry. I już go nie oddali – 18:15 dla Liman.

Kto wygra następny mecz awansuje jako drugi, kto przegra – żegna się z turniejem:

19:13 i dość pewne zwycięstwo Jeddah daje awans drużynie Polaka.

Grupa C

Tu obyło się bez większych niespodzianek, choć było blisko! Najpierw Zemun pokonał Piran (15:6!), później rozprawił się z Sao Paulo (17:12) i pewnie awansował z pierwszej pozycji w grupie. W najciekawszym meczu tej grupy, z cyklu tych „o życie”, decydowała dogrywka:

Ostatecznie Brazylijczycy żegnają się z turniejem.

Grupa D

Tu również wszystko poszło „zgodnie z planem”. Amerykanie z Princeton nie dali szans zespołom z Amsterdamu i Brazylii (Rio Norte). W walce o drugie miejsce górą Holendrzy. Jeśli nie widzieliście jeszcze w akcji zespołu Rio Norte – oto oni:

Ćwierćfinały

Faworyci (Nowy Sad) i gospodarze (Princeton) dość łatwo wygrali swoje mecze – Bulut i spółka odprawili Zemun (18:11), a Amerykanie zakończyli turniej dla zespołu Dżuddy:

Liman prowadził wyraźnie przez większą część meczu z Amsterdamem, jednak o końcowym wyniku decydowała ostatnia akcja:

…niestety dla Holendrów, nieskuteczna.

W ostatniej parze Piran dość niespodziewanie uległ Ułanbator:

Półfinały

W meczu na który wielu czekało Nowy Sad walczył o finał z Princeton. Mecz na najwyższym poziomie, jednak kiedy nie trafia się rzutów wolnych trudno liczyć na sukces…

Gospodarze w finale!

Ich przeciwnikiem lider tegorocznego World Tour, drużyna Liman, która nie miała problemów w meczu z Mongołami (18:12).

Finał

Niesieni dopingiem publiczności gracze Princeton pokonali w finale Serbów i sięgnęli po swój pierwszy tytuł Masters!

Gratulacje!

Cała faza play-off z kompletem wyników:

MVP turnieju został wybrany Kareem Maddox – może znacie? Królem strzelców Dusan Bulut (34 punkty, średnio 8,5 na mecz).

Za to konkurs trójek wygrał Szymon Rduch! Zawodnik z Polski konsekwentnie wyrabia sobie markę na światowych boiskach 3×3. Bardzo nas to cieszy 🙂

Na pożegnanie ze słoneczną Kalifornią łapcie pięć najlepszych akcji turnieju:

Kolejne rozgrywki z cyklu World Tour dopiero w październiku, oczywiście będziemy je dla Was relacjonować!

Fot. fiba.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*