Koszyce – Turniej 3×3 Central Europe Tour okiem uczestnika

Słowo na niedzielę – Intensywność – czyli pierwszy zagraniczny turniej drużyny 3x3basket.pl.

Jak można najlepiej oddać atmosferę i specyfikę streetballa? Poprzez bezpośrednie uczestnictwo! Obraliśmy sobie za cel udział w jak największej liczbie turniejów.  Zaczęliśmy od Juliady 2017 i od tego czasu liczba naszych występów ciągle rośnie, co zważywszy na liczbę naszych kontuzji i codziennych obowiązków jest powodem do radości oraz utwierdza nas w przekonaniu, że koszykówka jest dla nas czymś wiecej niż hobby.

Miesiąc temu zapadła decyzja – występem w  3×3 Central Europe Tour 2018 – Košice zadebiutujemy na arenie międzynarodowej. Skład naszej reprezentacji to: Piotr S. „Slalom”, Jakub Z. „Larry”, Sebastian P. „Piszczu” oraz moja skromna osoba czyli Mirek K. „Miro”.

Po sobotnim zgrupowaniu u Larrego, w niedzielę z samego rana ruszyliśmy w drogę do Koszyc. Dla dwójki z nas miał być to pierwszy występ w turnieju rozgrywanym według zasad „fibowskich”. Już dwa dni wcześniej wiadomo było, że w naszej kategorii Elite zagrają 23 drużyny, które zostały podzielone na 8 grup, a awans do fazy pucharowej zapewnią sobie po dwie najlepsze drużyny z każdej z nich. Oprócz licznych reprezentantów gospodarzy pojawili się zawodnicy z Czech, Ukrainy, Serbi oraz Bośni i Hercegowiny. W pewnym momencie dotarło do nas, że właśnie zadebiutujemy w „reprezentacji Polski” 😉

Trafiliśmy do najbardziej wyrównanej grupy G z drużyną rozstawioną z nr 7 – Blackstreet oraz NoVejŠa-BALLERS (10).

Pierwszy mecz z teoretycznie najmocniejszym przeciwnikiem zaczęliśmy bez kompleksów. W tym meczu odpala Slalom. Celne dwójki przeplata „no look pass`ami” do Larsona:

Przeciwnicy pod względem siłowym stoją poziom wyżej, ale my dzielnie się trzymamy. Niedostatki fizyczne nadrabiamy zaangażowaniem, ale niestety tylko do pewnego momentu – do stanu 7:7. Przeciwnicy trafiają „dwójki” z ręką na twarzy. Nie ważne, że robią to akurat najwyżsi. W tej grze musisz trafiać za dwa, a im jesteś wyższy tym lepiej dla Ciebie. Walczymy ale tętno rośnie do 170 (w głowie dudnią słowa trenera Noculaka, który wspominał o tym w ostatnim wywiadzie). Wiedzieliśmy że będzie intensywnie, ale nie wiadomo kiedy robi się 7:14. 12 sekund na rzut to mało, zwłaszcza gdy musisz „wyjąć” piłkę z kosza i wyprowadzić ją za linie 2 pkt z przeciwnikiem na plecach. Mecz kończy się rezultatem 10:19. Wynik gorszy niż gra. Nie załamujemy się. Przyjechaliśmy tutaj po naukę, która w przyszłości zaprocentuje.

Drugi mecz także z reprezentantami gospodarzy to istna wymiana ciosów (dosłownie i w przenośni). Gramy jak równy z równym. Pod względem siłowym rywale o pół poziomu wyżej. Celna dwójka, zbiórka, celna dwójka i mamy prowadzenie 6:4. Wszystko na przełomie 20 sekund:

Mówiłem wam, że to dynamiczna gra. Nie przytrzymasz „gały” żeby odetchnąć bo sygnał przekroczenia czasu zbliża się nieubłaganie. Przyciskamy w obronie. W tym momencie wkracza sędzia, gwiżdże Kubie 4 faule bez piłki przy kryciu przeciwnika tyłem do kosza !!! Na znacznie więcej pozwalają w obronie gdy pilnujesz zawodnika z piłka. W międzyczasie rywale trafiają dwójkę przez ręce, o tablice z kąta 20 stopni. Robi sie nerwowo. Slalom kończy mecz z rozciętą wargą po wspomnianej na wstępie wymianie ciosów. Wchodzimy w limit fauli. Na 10 sek do końca zbliżamy sie na 2 punkty i musimy faulować. Przeciwnicy trafiają oba osobiste. Jest po meczu – 9:13 „w plecy”. Wracamy do domu…

Turniej wygrywa faworyt czyli słowacki Energy Team, w barwach którego występuje rankingowa „jedynka” w swoim kraju czyli Ondrej Haviar. W finale wynikiem 20:18 pokonują reprezentantów Czech drużynę Mariánské Lázně.  

W meczu o 3 miejsce czeski Game Changers lepszy od słowacko-czeskiego Gamecocks w stosunku 21:12. Ostatecznie zajmujemy 19 miejsce, zdobywamy pierwsze punkty rankingowe i zbieramy cenne doświadczenia. Od kogo lepiej sie uczyć jak nie od najlepszych. To dopiero początek. Planujemy kolejne występy w tego typu turniejach, o których z pewnością napiszemy a tymczasem żegnam się z Wami i … idę z chłopakami na siłownię 🙂

P.S. Szczególne podziękowania dla Justyny i Marty (catering i opieka medyczna na wyjątkowym poziomie!!)

Fot. własne.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*