Podsumowanie World Tour Masters w Saskatoon

Kolejny, czwarty już w tym roku turniej cyklu Masters za nami. Tym razem to nie zawodnicy z Nowego Sadu byli najlepsi, być może dlatego, że do Kanady nie pojechali 😉 Pod ich nieobecność triumfowali…panowie ze zdjęcia tytułowego, czyli gracze z Piranu. Ale po kolei… 

Faza grupowa

Do grupy A trafili gospodarze z Kanady, rozstawieni z „jedynką” zawodnicy z Limanu oraz Słoweńcy z Kranji. Serbowie stasunkowo łatwo wygrali oba swoje mecze, pewnie meldująć się w fazie pucharowej. W bezpośrednim meczu o awans z drugiego miejsca Saskatoon nie dał rady drużynie ze Słowenii, choć walczyli do ostatnich sekund:


Do grupy B trafiła drużyna z Amsterdamu oraz dwie kanadyjskie ekipy: Edmonton oraz Winnipeg. Najpierw byliśmy świadkami koncertu w wykonaniu graczy z Edmonton w meczu z Holendrami. Choć Kanadyjczycy długo nie potrafili „wstrzelić się” do kosza, to jak już im się to udało – nie mogli przestać i zatrzymał ich dopiero koniec czasu:

Równie łatwo poszło im z drużyną z Winnipeg, która po heroicznej walce (meczu zakończonym dogrywką) musiała też uznać wyższość Holendrów i niestety pożegnać się z dalszą częścią zawodów:


W grupie C wystąpiły drużyny z Piranu, Vrbasu oraz kolejna kanadyjska drużyna: Old Montreal. Oba swoje mecze pewnie wygrali Słoweńcy, a najwięcej emocji dostarczył mecz o wyjście z grupy, zakończony ostatecznie zwycięstwem Serbów:


W grupie D do walki stanęli zawodnicy z drużyny Zemun, amerykanie z Princeton oraz debiutujący w Masters gracze z San Francisco. Zgodnie z oczekiwaniami swoje mecze wygrali Serbowie, choć w pojedynku z Princeton wcale nie mieli łatwo:

Bratobójczy pojedynek Amerykanów o wyjście z grupy był dość… chaotyczny, ale za to bardzo zacięty i to do ostatniej sekundy. Ostatecznie górą „młokosi” z San Francisco:


Faza pucharowa:

Niemal wszystkie mecze fazy pucharowej trzymały w napięciu do samego końca. Zaczęło się już w ćwierćfinałach, gdzie najpierw (dość nieoczekiwanie) faworyzowany Liman musiał uznać wyższość swoich krajan z Vrbasu. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka:

Kolejnym dreszczowcem był pojedynek słoweńsko-słoweński, w którym ostatecznie triumfowali gracze z Piranu. Szkoda tego faulu z ostatnich sekund…No właśnie – czy tam był faul?

Stawkę półfinalistów uzupełnili Holendrzy po pokonaniu drużyny Zemun, oraz „mała” rewelacja turnieju, czyli drużyna z San Francisco, która wyeliminowała graczy z Edmonton.


W pierwszym półfinale byliśmy świadkami kolejnej dogrywki. Kolejnej w wykonaniu zawodników z Vrbasu. Kolejnej wygranej przez Serbów. Co za mecz:

Drugi półfinał, choć bez dogrywki to równie emocjonujący. Ostatecznie doświadczeniem i sprytem w samej końcówce szalę zwycięstwa na swoją korzyść przechylili Serbowie i to oni zameldowali się w finale. Wielkie brawa dla zawodników z San Francisco za walkę do samego końca i za świetny debiut w cyklu Masters. Coś się nam wydaje, że może o nich być jeszcze głośno w przyszłości 🙂


Wielki Finał miał być rewanżem za pojedynek grupowy, tyle że to Słoweńcy znów byli górą. Mecz był zacięty mniej więcej tylko do połowy regulaminowego czasu gry. Wtedy Piran zaczął budować przewagę, której wyraźnie zmęczonym trudami turnieju Serbom nie udało się już zniwelować. Ostatecznie Słoweńcy wygrywają 21-14 i zaliczają pierwszy triumf w cyklu Masters od… września 2017 roku i turnieju w Chengdu. Wielkie brawa dla „starszych panów” z Piranu! Wiecie, że to najbardziej wiekowo zaawansowana drużyna w Mastersach?


Królem strzelców a zarazem MVP turnieju wybrano Gaspera „The Teacher” Ovnika:

Na koniec, pięć najlepszych akcji turnieju (zdominowane przez graczy z San Francisco):

Kolejne spotkanie z FIBA 3×3 World Masters Tour już 3 sierpnia za naszą południową granicą. Wybieracie się do Pragi? Bliżej już nie będzie… 😉

Fot. fiba.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*