Totalna dominacja Nowego Sadu w Meksyku

Trzeci w tym roku turniej cyklu Masters, drugie z rzędu zwycięstwo Dusana i spółki, mocny występ Amerykanów z Nowego Jorku. Jak do tego doszło? Przeczytajcie, obejrzyjcie a będziecie wiedzieć 🙂 Zapraszamy na wizytę w Mexico City, które w ubiegły weekend gościło najlepszych graczy na świecie. 

Faza grupowa

W grupie A grali zawodnicy z Hagi, Brazylijczycy z drużyny Campinas oraz … zawodnicy z Nowego Sadu. Ci ostatni to bardziej „miażdżyli” przeciwników niż grali… Dość powiedzieć, że oba swoje mecze grupowe zakończyli wynikiem 22-12! Poniżej najbardziej wyrównany, będący zarazem meczem o wyjście z grupy dla graczy z Brazylii. Kto wie jaki przebieg miałaby dogrywka gdyby nie ten przestrzelony layup pod koniec meczu:


W grupa B Liman równie łatwo co Nowy Sad rozprawił się z graczami z Edmonton i Sao Paulo. W meczu o awans, dość wyraźnie lepsi okazali się Kanadyjczycy:


W grupie C było już zdecydowanie ciekawiej. Najpierw Wicemistrzowie Świata, czyli zawodnicy z Rygi gładko ograli dużynę Olive z Argentyny, następnie, już nie tak łatwo, NY Harlem zapewnił sobie wyjście z grupy pokonująć debiutujących w Masters Argentyńczyków:

 Następnie Amerykanie po arcyciekawym i arcyzaciętym spotkaniu zapewnili sobie wyjście z pierwszego miejsca w grupie kosztem Łotyszy. Must see:


Grupa D to już istne szaleństwo. Do walki stanęły drużyny z Amsterdamu, Princeton oraz gospodarze z Mexico City. Od czego by tu zacząć? Może po prostu po kolei… W pierwszym meczu grupowym Holendrzy od początku musieli gonić walecznych gospodarzy. Gonili, gonili i w końcu przegonili, choć wynik meczu wisiał na włosku niemal do ostatniej sekundy:

Powtórka z historii w kolejnym meczu. Zawodnicy z Princeton, w składzie których występowało dwóch świeżo upieczonych Mistrzów Świata od początku spotkania tracili kilka punktów do graczy z Meksyku. Przewaga miejscowych utrzymywała się mniej więcej do połowy meczu, gdy w końcu Amerykanie „doszli” przeciwników, wysforowali się na prowadzenie, które utrzymało się do końca spotkania. Gdyby nie ten niepotrzebny faul pod sam koniec meczu…kto wie?

I na koniec „creme de la creme”, czyli pojedynek o pierwsze miejsce w grupie pomiędzy Amsterdamem a Princeton. W roli „uciekających” tym razem Holendrzy. Pogoń Amerykanów była na tyle skuteczna, że pozwoliła im objąć prowadzenie 19-16 na półtorej minuty do końca meczu. Ostanie pięć punktów zdobyli jednak gracze z Amsterdamu. Naszym zdaniem to był mecz turnieju:


Faza pucharowa:

W ćwierćfinałach na uwagę zasługuje spotkanie pomiędzy graczami z Amsterdamu oraz zawodnikami z Edmonton. Po raz kolejny próbę nerwów lepiej wytrzymali Holendrzy:

Oraz koncert, mały rewanż, „statement game” nazwijcie to jak chcecie. Ryga bez większych szans. Przed Wami Nowy Sad w swojej najlepszej wersji. Może nie był to najpiękniejszy mecz w ich wykonaniu, ale właśnie tak wygrywa się mecze 3×3:

Swoje mecze wygrali też gracze NY Harlem po pokonaniu drużyny Campinas, oraz Liman, który nadspodziewanie łatwo poradził sobie z graczami z Princeton.


W pierwszym półfinale mieliśmy koncert ofensywy w wykonaniu Mr Bulutproofa oraz koncert obrony na najwyższym poziomie w wykonaniu całej drużyny z Serbii. Holendrzy nie mieli wiele do powiedzenia w tym spotkaniu:

Drugi półfinał był zdecydowanie bardziej zacięty, prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie ale… tylko do pewnego momentu. Tego dnia skuteczniejsi, a może po prostu bardziej „tego chcący” byli gracze z Nowego Jorku. Polecamy obejrzeć skrót:


Wielki Finał to kolejny koncert świetnie dysponowanej w całym turnieju drużyny z Nowego Sadu. Wyraźnie rozdrażnieni ostatnim niepowodzeniem na Mistrzostwach Świata w Amsterdamie Serbowie (z jednym Bułgarem w składzie) nie pozostawili Amerykanom ŻADNYCH złudzeń. Kontrolowali mecz od początku do końca, świetnie przy tym bawiąc samych siebie i zgromadzoną na trybunach publiczność, sami zobaczcie:

Wiecie że w całym turnieju Nowy Sad stracił zaledwie 61 punktów w pięciu meczach? To daje 12.2 straconego punktu na mecz! Średnio wygrywali mecz przewagą ponad 9 punktów… Jakieś pytania? Nie? Dziękujemy za uwagę 😉


Pełną pulę nagród indywidualnych (MVP oraz król strzelców) zgarnął nie kto inny jak Mr Bulutproof:

Na koniec, tradycyjne pięć najlepszych akcji turnieju (widzieliście to podanie Dusana???):

Następne spotkanie FIBA 3×3 World Masters Tour już za niecałe dwa tygodnie. Po raz kolejny będziemy gościć w kanadyjskim Saskatoon. Do zobaczenia 🙂

Fot. fiba.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*