Druga kolejka BIG3 za nami

W sobotę Charlotte, w niedzielę Filadelfia. Debiut Gilberta Arenasa, kolejne zacięte mecze, kolejne widowiskowe akcje, kolejne spotkanie z BIG3. Zapraszamy na naszą relację zza oceanu.

Triplets vs Trilogy

Joe Johnson (20 pkt., 8 zb., 5 as.), Al Jefferson (14 pkt.), Jannero Pargo, Chris Johnson, Alan Anderson (9 pkt.)

vs

James White (18 pkt., 6 zb.), Patrick O’Bryant, David Hawkins (7 pkt.), Sam Young, Jason Terry, Carlos Arroyo

Po dość wyrównanym początku, zupełnie niepostrzeżenie Triplets prowadzeni przez swojego lidera Joe Johnsona zaczęli budować przewagę, która do przerwy wynosiła już siedem punktów. Po wznowieniu gry prowadzenie graczy w błękitnych strojach wzrosło w pewnym momencie do dwunastu oczek, ale Trilogy nie zamierzali tanio skóry sprzedać. Cierpliwie, mozolnie odrabiali straty i… prawie im się udało. „Doszli” przeciwników na dwa punkty, lecz wtedy po raz kolejny (drugi z rzędu) sprawy w swoje ręce wziął Iso Joe, a jego celna „czwórka” przy stanie 45-41 praktycznie odebrała wiarę w zwycięstwo graczom Trilogy. Chwilę poźniej ponownie Joe dokończył dzieła ustalając wynik meczu. Johnson i Jefferson zdobyli dokładnie 2/3 punktów dla Triplets, jedynym „aktywnym” zawodnikiem po stronie Trilogy był James White (znów prawie niewidoczny był Jet Terry). Zgodnie z naszymi przewidywaniami, Triplets wyrastają na nową siłę w BIG3, Trilogy… raczej nie 😉


Ball Hogs vs Enemies

Will McDonald (27 pkt., 11 zb.), DeShawn Stevenson (9 pkt.), Qyntel Woods, Marcus Williams

vs

Craig Smith (19 pkt.), Gilbert Arenas (13 pkt), Perry Jones, Frank Robinson (8 pkt., 11 zb.), Royce White (10 pkt.)

Debiut, na który wielu z nas z pewnością czekało. „Agent 0” już przy pierwszym kontakcie z piłką pokazał, że rzucać zza łuku potrafi. Choć sam początek należał do „Wrogów”, to drużyna Ball Hogs wyglądała zdecydowanie lepiej w pierwszej połowie meczu. W ich szeregach wyróżniał się szczególnie Will McDonald, który w samej pierwszej części spotkania chyba aż sześciokrotnie stawał na linii rzutów wolnych. Do przerwy 26-13 dla Ball Hogs. Enemies potrzebowali prawdziwej szarży, żeby wrócić do meczu. I jakby to powiedzieć… przydarzyła im się 🙂 Niedługo po wznowieniu gry 11-0 dla Gilberta i spółki „zrobiło robotę”. Mieliśmy w końcu wyrównany mecz! Szczególnie skuteczny w tej fazie meczu był Craig Smith, który trafił kilka „trójek”, następnie przypomniał o sobie Royce White, czyli pierwszy numer tegorocznego draftu, który zaczął seryjnie zdobywać punkty co w efekcie pozwoliło drużynie Enemies objąć kilkupunktowe prowadzenie. Myślicie że to był koniec? Nie, to był dopiero początek. Ball Hogs zdobywają pięć punktów z rzędu – mamy remis. Sześć punktów z rzędu dla Enemies, celną trójką odpowiada Marcus Williams. Dyskusyjny faul przy rzucie na Arenasie i „Gil” ustala wynik na 50-45. Nas może cieszyć powrót do ligi Qyntela Woodsa, niestety kosztem Jermaina Taylora i jego achillesa 🙁 Bilans „Wrogów” to 1-1, 0-2 Ball Hogs… Ja się pytam gdzie jest Dusan?


Killer 3’s vs 3’s Company

Stephen Jackson (22 pkt.) Josh Powell, Donte Greene (9 pkt.), Franklin Session, C.J. Watson (14 pkt.)

vs

Drew Gooden (10 pkt.), Dijon Thompson, DerMarr Johnson, Andre Emmett (10 pkt.), Jason Maxiell

„Zabójcze trójki” po raz pierwszy w tym sezonie ze Stephenem Jacksonem, „Kompania trójek” po raz drugi bez Barona Davisa 🙁 Niestety niewiele mieliśmy w tym meczu wyrównanej gry. Początek jeszcze dość zacięty, ale jeszcze przed przerwą Killer 3’s, głównie za sprawą panów Jacksona i Watsona wysforowali się na prowadzenie, które sukcesywnie powiększali do samego końca spotkania. Skończyło się na osiemnastopunktowym zwycięstwie, choć w tym przypadku bardziej pasuje chyba określenie blowout. Co się dzieje z wicemistrzami poprzedniego sezonu i kiedy do składu powróci „B-Diddy”? „Captain Jack” MVP meczu, a jego drużyna odniosła drugie zwycięstwo w sezonie.


Bivouac vs Ghost Ballers

Will Bynum (17 pkt.), Anthony Morrow, CJ Leslie (8 pkt.), Shawne Williams, Josh Smith (10 pkt., 7 zb.)

vs

Jamario Moon (21 pkt., 9 zb.), Mike Taylor (10 pkt.), Ricky Davis (20 pkt.), Carlos Boozer, Mike Bibby

Zdecydowanie mecz kolejki. Początek dla Ghost Ballers, wśród których pierwsze skrzypce grał Ricky Davis (18 punktów do przerwy), ale z biegiem czasu gracze Bivouac zaczęli odrabiać straty. Wyróżniającą się postacią był Will Bynum, którego pojedynek punktowy z Mikiem Taylorem w drugiej połowie był ozdobą spotkania, a może nawet całej kolejki. Drugie zwycięstwo „Duchów”, dla Bivouac była to pierwsza porażka. Dosyć „gadania”, obejrzyjcie lepiej skrót:


Aliens vs 3 Headed Monsters

Brandon Rush (15 pkt., 6 zb.), Andre Owens (8 pkt.), Greg Oden (8 pkt.), Ryan Hollins (8 pkt.), Robert Vaden, Shannon Brown

vs

Reggie Evans (10 pkt., 9 zb.), Rashard Lewis (18 pkt. 8 zb.), Mahmoud Abdul-Rauf (9 pkt., 4 as.), Tre Simmons, Larry Sanders (8 pkt., 10 zb.), Mario Chalmers

Jako pierwsi szturm przypuścili „Obcy”. Od stanu 6-6, zdobyli kolejnych dwanaście punktów i na twarzy trenera 3 Headed Monsters, Gary’ego Paytona zagościł grymas… delikatnie powiedziawszy, niezadowolenia 😉 Nikt nie chce zadzierać z „Rękawicą”, dlatego jego podopieczni szybciutko zabrali się za odrabianie strat i już po kilku minutach tracili do rywali jedynie trzy punkty. Jednak to drużyna Aliens lepiej zakończyła pierwszą połowę, schodząc do szatni z zapasem ośmiu oczek. Po wznowieniu gry przewaga Aliens wzrosła nawet do trzynastu punktów, ale jeszcze raz groźne spojrzenie Paytona sprawiło, że losy meczu wcale nie miały być już rozstrzygnięte. Przewaga malała i malała, zaciekła obrona i skuteczne rzuty w ataku sprawiły, że „Potwory” wyszły w końcu na pierwsze prowadzenie w tym meczu i jak się okazało, nie oddali go już do końca. Mecz zakończył trójką z faulem najlepszy w tym meczu Rashard Lewis. Choć Aliens notują już drugą porażkę, to tym meczem pokazali się z całkiem dobrej strony i bez wątpienia namieszają jeszcze w tym sezonie. 2-0 3 Headed Monsters – zgodnie z oczekiwaniami.


Tri State vs Power

Amar’e Stoudemire (18 pkt.), Jason Richardson, Yakhouba Diawara (9 pkt., 9 zb.), Nate Robinson (12 pkt.), Corsley Edwards

vs 

Cutino Mobley (23 pkt., 7 zb.), Chris Andersen (6 pkt., 10 zb.), Mychel Thompson (6 pkt., 11 zb.), Glen Davis (10 pkt.), Julian Wright

Pierwsza połowa bardzo wyrównana, świetnie dysponowany tego wieczoru był Amar’e Stoudemire, jednak mistrzowie to mistrzowie… Gdzieś na przełomie pierwszej i drugiej części meczu zbudowali dziesięciopunktowe prowadzenie, które utrzymało się praktycznie do samego końca. Swoje „momenty” miał Nate Robinson, ale tak naprawdę na parkiecie rządził niepodzielnie Cutino Mobley. Siwobrody zawodnik zdobył w całym meczu 23 punkty w tym ustalające wynik meczu dwa, nad bezradnym Natem. Drugie zwycięstwo Power, Tri-State wciąż czekają na pierwszą wygraną.


Tytuł MVP tym razem wędruje w ręce Jamesa Har… tzn. Cutino Mobleya:


Najnowsze „notowania” zespołów:


Oraz liderzy statystyk po drugiej kolejce gier:


I na koniec, tradycyjnie Top10. Enjoy:

A już pojutrze „cyrk” Ice Cuba przenosi się do dwóch kolejnych miast. W planie mamy zwiedzanie Birmingham i Atlanty. Widzimy się!

Fot. big3.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*