World Tour Masters w Chengdu – wszystko wraca do „normy”

Za nami drugi w tym roku turniej cyklu Masters. Tym razem najlepszych „streetballowców” świata gościło chińskie Chengdu. Kto wygrał i dlaczego był to Nowy Sad? Jak do tego doszło i gdzie się podział Dusan? Zapraszamy na naszą tradycyjną relację.

Kwalifikacje

Turniej główny poprzedziły kwalifikacje, w których udział brały dwie drużyny z Chin oraz reprezentujący Ukrainę zawodnicy z Dniepra. Nasi wschodni sąsiedzi okazali się bezkonkurencyjni, gładko wygrywając oba mecze:

Faza grupowa

Do grupy A trafili gospodarze, znany i „lubiany” Nowy Sad oraz gracze z Edmonton. Działo się, oj działo… Zgodnie z oczekiwaniami Chińczycy nie sprostali ani Serbom ani Kanadyjczykom, a w taki oto sposób, „osłabieni” brakiem Mr Bulutproofa gracze z Serbii zajęli drugie miejsce w grupie:

 


Grupa B też niczego sobie 😉 Liman, Ljubljana i Nowozelandczycy z Auckland. Najpierw Ci ostatni postawili się mocno faworyzowanym Serbom:

Następnie do „pracy” przystąpili Słoweńcy. Najpierw rozprawili się z wyraźnie zmęczonymi graczami z Auckland, później pokonali zawodników z Limanu:


W grupie C kolejna mała niespodzianka. Rozstawieni z „trójką” zwycięzcy poprzedniego Mastersa, czyli drużyna z Rygi musiała zadowolić się drugim miejscem w grupie. Zarówno Łotysze jak i Rosjanie bez problemów rozprawili się z Australijczykami z Melbourne, natomiast mecz o pierwsze miejsce w grupie pomiędzy Gagarinem a Rygą zakończył się zwycięstwem tych pierwszych:


Grupa D okazał się najbardziej wyrównana. Wszystkie drużyny wygrały po jednym meczu i o awansie decydowały małe punkty, których najwięcej zdobyli zawodnicy z Princeton, drugie miejsce dla Holendrów z Amsterdamu, którzy zdobyli o jeden punkcik więcej od wspomnianych wyżej Ukraińców z Dniepru. Ich pojedynek z Amerykanami był ozdobą spotkań w tej grupie:

 


Faza pucharowa:

W ćwierćfinałach nie było już niespodzianek. Z turniejem pożegnali się Amerykanie, Rosjanie, Słoweńcy oraz Kanadyjczycy, co oznacza że wszystkie wyżej rozstawione drużyny wygrały swoje mecze, co z kolei nie oznacza że obyło się bez emocji 🙂 Zawodnicy z Rygi musieli się porządnie napracować, żeby odesłać do domu graczy z Edmonton. Jak do tej pory to był najlepszy mecz w 2019 roku – obowiązkowo do obejrzenia:


W pierwszym półfinale rozpędzeni Łotysze dość gładko ograli zawodników z Limanu i jako pierwsi zameldowali się w wielkim finale:

Drugi półfinał był już bardziej zacięty, o wygranej Nowego Sadu zadecydowała dopiero sama końcówka i skuteczna gra Serbów pod koszem:


Wielki Finał to koncert jednej drużyny. Nowy Sad naprzemiennie celnymi dwójkami i skuteczną grą spod kosza punktował i powiększał przewagę, która w pewnym momencie sięgnęła ośmiu punktów. Mecz był bardzo fizyczny, obfitujący w faule, obie drużyny przekroczyły limit fauli i to właśnie celne „osobowe” w wykonaniu Dejana Majstorovica ustaliły wynik spotkania na 21-14. Dość gładko to wygrali, ale trzeba przyznać że wyglądali zdecydowanie lepiej od Łotyszy w niemal każdym elemencie gry. Przypominamy tylko, że Serbowie grali bez swojej największej gwiazdy, numeru 1 światowego rankingu Dusana Buluta, który zapewne w tym czasie trenował rzuty „za cztery” 🙂


Najskuteczniejszym zawodnikiem turnieju został gracz Amsterdamu Dimeo Van der Horst, a tytuł MVP (w 200% zasłużenie) zgarnął tym razem „Maestro”:

 

Na koniec łapcie pięć najlepszych akcji turnieju:

Oraz nowy rekord w konkursie „dwójek” w wykonaniu Steve`a Sir`a z drużyny Edmonton. „Gorąca rączka”:

Następny Masters już po Mistrzostwach Świata. Widzimy się w Meksyku, 6-7 lipca. Do zobaczenia 🙂

Fot. fiba.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*