27-0 i piąty (z rzędu) Masters dla Nowego Sadu!!!

Wrócili. Wrócili i wygrali. Wszystko! Ten sezon bez żadnych wątpliwowści należy do jednej drużyny.

Nowy Sad Al Wahda nie zwalnia tempa i po raz kolejny zgarnia pełną pulę. Tym razem w indyjskim Hajdarabadzie nie mieli sobie równych. Zapraszamy na naszą relację.

Faza grupowa

Nie rozgrywano kwalifikacji, zmagania rozpoczęły się od razu w grupach. W najciekawszej dla nas grupie walczyli zawodnicy 3×3 Energa Gdańsk. Za przeciwników mieli numerr jeden na świecie, Nowy Sad oraz Hindusów z Deli. Niestety, najbardziej zacięte spotkanie rozegrali między sobą nasi rywale, przy „lekkiej pomocy” sędziów lepsi okazali się Serbowie:

Nasi rozpoczęli meczem z Deli. Można się było domyślać, że stawką tego meczu było drugie miejsce w grupie a co za tym idzie awans do dalszej fazy turnieju… Być może to właśnie to sprawiło, że zawodnicy z Gdańska wyszli na boisko lekko stremowani. Piłka za nic nie chciała wpadać do kosza, ręce drżały nawet przy prostych rzutach spod dziury, rotacje w obronie nie działały tak jak powinny. Nasi przeciwnicy z kolei grali pewnie, byli silniejsi, lepiej zbierali, po prostu widać było że bardziej tego chcieli. Dość powiedzieć, że wynik 0-0, był jedynym „pozytywnym” dla nas rezultatem w tym meczu. Przegrywaliśmy od początku do końca. Skończyło się 14-22:

Czekał nas mecz o życie z Nowym Sadem, który – co tu dużo mówić – dał nam porządną lekcję basketu.


W grupie B oba swoje mecze gładko przegrali zawodnicy z Sao Paulo, a ich pogromcy stworzyli świetne widowisko w meczu o pierwsze miejsce w grupie. Ostatecznie po dogrywce  Liman lepszy od zawodników drużyny Gagarin:


Grupę C dość nieoczekiwanie wygrali zawodnicy z drużyny Princeton. Faworyzowani Słoweńcy z Piranu musieli zadowolić się drugim miejscem, w bezpośrednim pojedynku nie dali rady Amerykanom:


Awans z grupy D wywalczyli Łotysze z Rygi oraz kolejna serbska drużyna: Belgrad. Ich pojedynek był bez wątpienia ozdobą spotkań w tej grupie. Kolejna dogrywka:


Faza pucharowa:

Ćwierćfinały miały się rozpocząć z wysokiego C, bo do takich należy zaliczyć pojedynek odwiecznych rywali, Nowego Sadu oraz Piranu. Niestety dla widowiska, Słoweńcy byli osłabieni brakiem jednego ze swoich graczy, Adina Kavgica, który we wcześniejszych meczach nabawił się kontuzji kolana. Nowy Sad skrzętnie wykorzystał osłabienie rywala, z minuty na minutę podkręcał tempo, budował przewagę i ostatecznie pewnie wygrał mecz:

W drugim ćwierćfinale spotkali się wicemistrzowie Europy, Łotysze z Rygi oraz rosyjski Gagarin. Mocno zaczęli Ci pierwsi odskakując na początku spotkania na siedem punktów, lecz Rosjanie nie zamierzali się łatwo poddać. Konsekwentnie odrabiali straty, żeby na minutę do końca spotkania dojść rywali na różnicę jednego punktu. Dwójki zaczęły wpadać seriami, lecz… ta ostatnia jednak okazała się niecelna:

W dwóch pozostałych meczach ćwierćfinałowych, swoje mecze wygrali zawodnicy z Limanu (przeciwko drużynie z Belgradu), oraz Amerykanie, pokonując łatwo graczy z Deli.


W pierwszym półfinale doszło do małego rewanżu za ostatni finał Mistrzostw Europy. Tak blisko pokonania Nowego Sadu w tegorocznych turniejach Masters nie był jeszcze nikt. Przy stanie 20-19 dla Łotyszy, byliśmy świadkami jednej z najbardziej emocjonujących końcówek w tym roku. Zawodnicy z Rygi mieli kilka rzutów na zwycięstwo, mieli je także gracze z Serbii. Ostatecznie świetna obrona w wykonaniu Majstorovica (dwa bloki i przechwyt) pozwoliły na zadanie decydującego ciosu. Tym razem ręka nie zadrżała popularnemu „Maestro”, który celną dwójką wprowadził Nowy Sad do finału. Must see:

W drugim półfinale emocje nie mniejsze. Mecz od samego początku był bardzo fizyczny. Szczególnie ostro grali Serbowie, którzy po czterech minutach meczu mieli na koncie siedem fauli. Amerykanie grali skutecznie i twardo, kiedy na dwie minuty do końca spotkania prowadzili 17-12 wydawało się, że pewnie zmierzają do finału. Wtedy stało się coś, co trudno zrozumieć. Zahir Carrington popełnił dwa „głupie” faule techniczne i już po chwili na tablicy wyników widniał remis po 18, a na 3 sekundy przed końcową syreną Ratkov zdobył decydujący o zwycięstwie Limanu punkt. Princeton wypuścił zwycięstwo z rąk na własne życzenie:


Wielki Finał, a w nim dwie najlepsze drużyny na świecie. Walka kosz za kosz i faul za faul. Nie brakowało twardej gry, dyskusji z sędziami ale nie brakowało też koszykówki 3×3 na najwyższym poziomie. Na cztery minuty do końca regulaminowego czasu, swoje „turbo” odpalił Dusan Bulut, aplikując rywalom trzy „dwójeczki” z rzędu i zrobiło się 16-11. Kilkadziesiąt sekund później było już tylko 16-15, po dwóch celnych wolnych Kojica i szalonej „dwójce” Stojacica. Końcówka ponownie należała do Dejana Majstorovica. Dwa kluczowe przechwyty i dwa celne rzuty zza łuku pozwoliły zawodnikom Nowego Sadu cieszyć się kolejnym, uwaga: 27 zwycięstwem z rzędu i piątym wygranym turniejem rangi Masters w tym roku. Simply the best:


Pomimo, że najskuteczniejszym zawodnikiem turnieju był Mr Bulutproof, to tym razem MVP (naszym zdaniem w 200% zasłużenie) został Majstorovic:

Na koniec łapcie pięć najlepszych akcji turnieju:

Jeżeli czekacie na kolejne mecze z udziałem Nowego Sadu to… będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość. Następny występ dopiero w w Wielkim Finale Masters w Pekinie, a już w ten weekend rywalizacja odbywać się będzie w chińskim Chengdu. Ktoś się wybiera? Jeżeli tak, to koniecznie należy odwiedzić rezerwat miśków panda. Polecamy 🙂

Fot. fiba.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*