BIG3 – wielkie emocje w trzeciej kolejce, niewiarygodny Abdul-Rauf

Czy nadal ktoś twierdzi, że w BIG3 brakuje emocji, walki i wyrównanych meczów? To bez wątpienia była najbardziej ekscytująca kolejka w historii tej ligi.

Hej, ci goście mają niekiedy po 40 lat, a potrafią „zrobić” niezłe „show”. O ile w trakcie tegorocznych finałów NBA (odbywających się m.in. w Oracle Arena) można było się nudzić, o tyle tym razem fani zebrani w Oakland nie mogli narzekać na brak emocji. Zapraszamy na naszą cotygodniową relację.

3`s Company vs Trilogy

DerrMarr Johnson, Baron Davis (17 pkt.), Drew Gooden, Andre Emmett (20 pkt.), Jason Mexiell

vs

Al Thornton, Danthay Jones, James White (8 pkt.), Al Harrington (28 pkt., 6 zb.)

No dobra… Może i byli osłabieni brakiem Rasharda McCantsa i Kenyona Martina (ogólnie grali w czwórkę), ale 0-3 to już przestaje być śmieszne. Mistrzowie nadal bez zwycięstwa! Al Harrington dwoił się i troił, lecz nie miał tego dnia wsparcia ze strony partnerów z drużyny. W pojedynkę w zasadzie wyprowadził Trilogy na prowadzenie 48-41, do „zamknięcia” meczu potrzebowali jedynie dwóch punktów. Wtedy swój „show” zaczął Baron Davis (przy drobnej pomocy Drew Goodena). „Trójka” na zwycięstwo w wykonaniu B-Diddy ustaliła wynik: 52-50 dla „Kompanii”. Ależ mecz, polecamy obejrzeć:


Ball Hogs vs Ghost Ballers

DeShawn Stevenson (21 pkt., 7 zb.), Brian Scalabrine, Jermain Taylor (15 pkt.), Andre Owens (10 pkt.), Josh Childress (10 zb.)

vs

Mario West, Ricky Davis (12 pkt.), Marcus Banks, Lee Nailon, Carlos Boozer (17 pkt, 11 zb.)

Mecz dwóch drużyn z bilansem 0-2 po pierwszych dwóch kolejkach. Dobrze, że nikt z Was nie przyjął zakładu, który proponowaliśmy tydzień temu 😉 To Ball Hogs od samego początku meczu objęli prowadzenie, którego nie oddali so samego końca. „Duchy” co prawda przypuściły szturm w drugiej części meczu, doprowadzając do stanu 40-42, końcówka jednak należała do najskuteczniejszego w całym spotkaniu DaShawna Stevensona, który dwoma celnymi trójkami dał swojej drużynie pierwsze zwycięstwo w sezonie.


Tri-State vs Power

Jermaine O`Neal (12 pkt., 6 zb.), David Hawkins (18 pkt., 6 zb.), Nate Robinson (12 pkt.), Robert Hite, Amar`e Stoudemire

vs

Cuttino Mobley (8 pkt., 6 zb.), Correy Maggette (34 pkt., 7 zb.), Glen Davis, Chris Andersen, Ryan Gomes

Mieliśmy już mecz drużyn, które przegrały swoje pierwsze dwa mecze, to tym razem mecz drużyn jak dotąd bez porażki. Zacięty od pierwszej do ostatniej minuty. Swój dzień miał tym razem Correy Maggette, zdobywca 34 punktów w całym meczu (rekord ligi!), niestety poza nim punktowali tylko panowie Mobley i Davis (łącznie 12 pkt.). To za mało na rozpędzonych Tri-State, którymi dowodził David Hawkins. To właśnie on zakończył mecz „game winnerem” zza lini 7.25.


3 Headed Monsters vs Killer 3`s

Rashard Lewis (13 pkt., 9 zb.), Reggie Evans (7 zb.), Qyntel Woods (12 pkt.), Mahmoud Abdul-Rauf (20 pkt.)

vs

Stephen Jackson (14 pkt., 6 zb.), Metta World Peace (11 pkt.), Alan Anderson (15 pkt.), Ryan Hollins, Make James

Jeżeli poprzednie mecze były jakby to powiedzieć: emocjonujące, to co powiecie na to co wydarzyło się w meczu „Potworów” z „Killerami”. To ci drudzy zaczęli mecz lepiej, uzyskując kilkupunktowe prowadzenie już na początku. Do przerwy 25-17 dla Killer 3`s. W drugiej części spotkania mecz nieco się wyrównał, ale to ekipa Stephena Jackosna była przez cały czas na prowadzeniu. To co stało się od stanu 42-35 można określić tylko jednym mianem: „One man show” a raczej „Mahmoud Abdul-Rauf show”. 20 punktów całym meczu, 14 ostatnich punktów drużyny w tym chyba najbardziej spektakularny „game winner” jaki dotąd oglądaliśmy w BIG3. Czapki z głów! 3 Headed Monsters pozostają jedyną obok Tri-State niepokonaną ekipą w tej edycji.


MVP trzeciej kolejki został:

Tak przedstawia się tabela liderów poszczególnych statystyk:

A oto tabela po 3 kolejkach:

Na koniec najlepsze akcje tygodnia, albo najlepsze akcje piątku jak kto woli:

A już w ten piątek będziemy gościć w Little Caesars Arena w Detroit. Mamy nadzieję, że będzie co najmniej tak samo ciekawie…

Fot. big3.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*